bo w środku worka leżało niemowlę. Maleńkie, owinięte w cienki kocyk, już przesiąknięty wilgocią. Jego skóra była blada, usta niemal sine,

Paweł poczuł, jak coś ściska go w gardle. Przeżył życie wśród drzew, wiatru i samotności. Nie planował rodziny. Nie szukał zmian. Ale czasem to las wybiera, co powierzyć człowiekowi. Kilka miesięcy później, po wszystkich kontrolach i decyzjach sądu, Paweł Zieliński oficjalnie został rodziną zastępczą dla Łukasza. Dom leśniczego wypełnił się nowymi dźwiękami — śmiechem, nocnym płaczem, tupotem małych stóp. A obok zawsze był ten sam szczeniak, który wyrósł na silnego psa o imieniu Strażnik.

Czasami Paweł wracał na tamtą leśną ścieżkę. Zatrzymywał się w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. Mroźne powietrze nie wydawało się już tak zimne. Bo tamtego poranka las nie przyniósł tragedii. Powierzył mu życie. A Paweł go nie zawiódł.