
Elżbieta mówiła szybko, pewnie, z wyraźną stanowczością w głosie. — Halo, pani Nowak? Z tej strony Elżbieta Wójcik. Tak, dokładnie. Mam pilną sprawę
— Sto osób to przesada. Wesele powinno być kameralne. Tylko najbliżsi. — Ale zaproszenia już wysłane — odparła Agnieszka. — To można zmienić. Pomożemy wam — powiedziała spokojnie. Krzysztof zamyślił się. — Może mama ma rację. Mniej stresu. Agnieszka poczuła, jak wraca ten sam niepokój co wcześniej.
„Mniej stresu” oznaczało rezygnację z jej przyjaciół, z części rodziny. Wieczorem usiedli przy stole w mieszkaniu Agnieszki z notesem i długopisem. — Zacznijmy od twojej strony — powiedziała łagodnie Elżbieta. — Kto jest naprawdę konieczny? — Wszyscy, których zaprosiliśmy — odpowiedziała Agnieszka stanowczo. Elżbieta wzięła długopis i zaczęła wykreślać nazwiska. — Koleżanka z pracy…
— Jest dla mnie ważna. — Ale nie rodzina. Kreślenie. — Ciocia Jadwiga… — Ona mnie wychowała po śmierci mamy — głos Agnieszki zadrżał. — Jest starsza, podróż może być dla niej męcząca — powiedziała chłodno Elżbieta i znów przekreśliła nazwisko.
— Proszę przestać! — Agnieszka podniosła głowę. — Dlaczego pani decyduje, kto jest dla mnie ważny? Zapadła cisza. — Mama tylko pomaga — wtrącił Krzysztof. — Pomaga? — powtórzyła cicho Agnieszka. — Czy kontroluje? Elżbieta odłożyła długopis. — O co ci chodzi? Agnieszka spojrzała jej prosto w oczy.