


— Elżbieta, przesadziłaś. W oczach Elżbiety pojawiło się zmęczenie. — Bałam się, że go stracę. Agnieszka otarła łzę. — Nie straci go pani, jeśli będzie pani szanować nasze decyzje. Krzysztof ujął jej dłoń.
— Kocham Agnieszkę. I to ja decyduję o swoim życiu.
Długa cisza. W końcu Elżbieta skinęła głową. — Przepraszam. Słowo było krótkie, ale szczere. Kilka dni później ślub się odbył.
Hotel „Bursztynowy Pałac” połączył dwie sale, by pomieścić wszystkich gości. Nikt nie został wykreślony. Ciocia Jadwiga przyjechała i objęła Agnieszkę tak mocno, jakby chciała ją ochronić przed całym światem. Elżbieta była obecna, spokojna i powściągliwa. Nie ingerowała.
Podczas pierwszego tańca Agnieszka poczuła spokój, jakiego wcześniej nie znała. Zrozumiała, że małżeństwo to nie tylko miłość. To odwaga, by bronić siebie i swojej prawdy. A tego dnia zaczęła się nie tylko ich wspólna droga, lecz także nowe zasady w rodzinie — oparte na szacunku, a nie kontroli.