A potem rozległy się brawa. Jeden gość, potem drugi, aż sala wybuchła wiwatami. Nie z powodu dramatu, ale dla nas – dla Ethana, dla Lily, dla rodziny, którą razem budowaliśmy.
Łzy napłynęły mi do oczu. Pocałowałam dłoń Ethana, a potem czoło Lily. Po raz pierwszy tego wieczoru poczułam się dostrzeżona. Ochroniona. Cała.
Później, gdy tańczyliśmy, Ethan nachylił się i wyszeptał: „Mówiłem ci – zaufaj mi. Nic i nikt nie może dotknąć tego, co mamy”.
Uśmiechnęłam się, patrząc na męża i córkę wirujących w swojej małej różowej sukience. Burza Patricii minęła. Pozostała nasza siła, nasza jedność i niezaprzeczalna prawda: miłość zwyciężyła.
