Wstałam powoli, starając się, by nie było widać zawrotów głowy. Brzęk sztućców, rozmowy, dźwięk stukających kieliszków — wszystko toczyło się jak wcześniej, jakby nic się nie stało. Jakby jego słowa nie zostawiły niewidzialnej rysy w samym środku stołu. Lucas już siedział, zadowolony, delektując się uwagą. Kroił tort z miną pana sytuacji, żartował z gośćmi, puszczał oko do Sophie. Nikt nie dostrzegał tego, co dla mnie było nie do zniesienia: jak łatwo człowiek potrafi przepisać rzeczywistość, kiedy inni chcą w nią uwierzyć. Wzięłam głęboki oddech.
— Lucas — powiedziałam spokojnie. Mój głos nie był głośny, ale wystarczyło, by mama przerwała rozmowę, a tata uniósł wzrok. Lucas zmarszczył brwi, zaskoczony tonem. — Tak, Claro? Też chcesz coś powiedzieć? — uśmiechnął się tym swoim beztroskim uśmiechem, który zawsze miał pod ręką. — Tak. Chcę. Wzięłam kieliszek, ale nie wypiłam. Potrzebowałam czegoś w dłoniach, żeby nie było widać, jak drżą.
— Dziękuję za toast — powiedziałam powoli. — Zabawne jest słuchać, że mam „zacząć normalne życie” od osoby, której życie podtrzymuję w ciszy od prawie roku. Pomruk przy stole ucichł natychmiast. Lucas parsknął krótkim śmiechem. — Znowu przesadzasz… — Przesadzam? — spojrzałam mu prosto w oczy. — Hipoteka. Osiem miesięcy. Samochód na moje nazwisko. Karta paliwowa. Przelewy, które obiecałeś oddać „kiedy projekt ruszy”.
