bo w środku worka leżało niemowlę. Maleńkie, owinięte w cienki kocyk, już przesiąknięty wilgocią. Jego skóra była blada, usta niemal sine,

Pielęgniarki wybiegły natychmiast. Lekarze przejęli dziecko, a drzwi zamknęły się, zostawiając Pawła w sterylnej ciszy korytarza. Stał nieruchomo, wciąż czując na dłoniach jego chłód. Szczeniak cicho skomlał u jego nóg Minęła godzina. Potem kolejna.

Paweł siedział bez ruchu. Przed oczami wciąż miał obraz: mokry worek, drżący szczeniak, maleńką dłoń poruszającą się w półmroku. W końcu podszedł do niego lekarz — wysoki mężczyzna o siwiejących skroniach, który przedstawił się jako doktor Marek Duvall. — To pan przywiózł dziecko? — zapytał spokojnie. Paweł skinął głową. — Żyje — powiedział lekarz. — Stan jest ciężki, ale stabilny. Gdyby znalazł je pan pół godziny później… wszystko mogłoby skończyć się inaczej.

Paweł powoli opuścił głowę. Pół godziny. Zaledwie trzydzieści minut. — Kto mógł to zrobić? — zapytał lekarz cicho. Paweł podniósł wzrok. Nie było w nim już zagubienia. Tylko determinacja.

— Dowiem się. Policja zareagowała szybko. Kamery przy drogach, ślady opon na leśnej drodze, wolontariusze przeczesujący okolicę. Paweł osobiście uczestniczył w poszukiwaniach. Po dwóch dniach znaleziono samochód — porzucony na parkingu w sąsiednim powiecie. Właścicielką była młoda kobieta — Eliza Moretti. Gdy ją zatrzymano, nie stawiała oporu. Podczas przesłuchania płakała.