
Tej nocy pani Zofia Kowalska nie spała. Leżała na wąskim łóżku, wsłuchując się w oddech podwórza, i palcami badała krawędzie starego pudełka.
Michał milczał. „Czy wiedział pan, że pańska matka jest niewidoma?” Cisza. „Czy wiedział pan, że pełnomocnictwo nie dawało prawa sprzedaży?” Michał zacisnął dłonie.
„Ja… myślałem, że wszystko jest uregulowane” — wyszeptał w końcu. „Ciekawe” — odpowiedział chłodno śledczy. — „Bo pieniądze ze sprzedaży przelał pan na własne konto, a nie na konto matki”. Tego samego dnia transakcję unieważniono. Dom wrócił do właścicielki.
A sprawa trafiła do izby lekarskiej. Po miesiącu Michał stracił prawo wykonywania zawodu — tymczasowo, „do wyjaśnienia okoliczności”. Po dwóch — reputację. Po trzech — niemal wszystkich pacjentów. Żona przestała patrzeć mu w oczy.
Teściowa powiedziała kiedyś przy kolacji: „Zawsze myślałam, że z matkami tak się nie postępuje”. Nie odpowiedział. Tymczasem pani Zofia Kowalska wróciła do swojego domu. Nie sama.